Wyprawa Sylwestrowa 27.12.2014 - 01.01.2015
Jan 8, 2015Public
Photo: To już dziś. Znów ruszam na szlak, którego tak bardzo mi brakowało! Budzę się ok 05 i mknę na pociąg zmierzający do Wrocławia. Tam spotykam krzątających się po stacji starych znajomych – Anię, Szymona i Kolegę którego godność niestety pozostawiłem w mrokach niepamięci. Chaotyczny słowotok oraz analiza map nieuniknione prowadzą do wniosku, że cele dzisiejszych wypraw pozostają w drobnej opozycji, w związku czym ja wysiadam na stacji Wałbrzych Miasto a moi kamraci podążają dalej. (Ps. do Michała - miałem przyjemność zadebiutować w Impulsie 36 WE. Praktycznie nówka nieśmigana :D )
Photo: Do Mieroszowa docieram autobusem.  Zakładam na lewą dłoń rękawiczkę, na prawą skarpetkę (Licho krążyło w okolicach Opola i zakosiło co trzeba) i podążam ku wylotówce na Chełmsko Śląskie.
Photo: Odbijam na niebieski i podążając przed siebie macham łapię stopa.
Photo: Plan zakłada rozpoczęcie wędrówki krańcem Gór Stołowych. Za punkt startu obieram więc Rozdroże pod Strażnicą. 
Zabiera mnie tam facet zajmujący się wyrębem lasu, tartakiem oraz gospodarką rolną. Wspomina, że bywał w okolicach Zdzieszowic i Góry Św. Anny. Nie dziwi się, iż tutaj mam zamiar rozpocząć marsz. Dowodzi, że widoki są faktycznie piękne jednakże ciężko z pracą w jego branży. Trwa walka o miejsca do wyrębu drzew i uzyskania gruntów o najmniejszym nachyleniu stoków by koniom było lżej.
Photo: W pasmo Zawora (Závora), zamykającego Góry Stołowe od północno - zachodniej strony ruszam niebieskim szlakiem, by po jakiś 10 min. odbić na kompletnie niewidoczną, zieloną, ścieżkę dydaktyczną.
Photo: I pod górę tam gdzie wieje wiatr...
Photo: Docieram do jednego z punktów widokowych w okolicach Trupiny.
Photo: Po kilkukrotnym zgubieniu się wskutek zaśnieżenia drzew od strony szlaku, docieram na grzbiet Závora, skąd kontemplując unikatowe piękno krańca Gór Stołowych, zmierzam do Uniemyśla.
Photo: Pasmo Závora - obrzeże Gór Stołowych.
Photo: Tego mi było trzeba- miejsca gdzie jeszcze nie wędrowałem i możność rozmowy z samym sobą...
Photo: Pasmo Závora - obrzeże Gór Stołowych.
Photo: Przemierzając pasmo docieram do interesującego kamienia z wygrawerowaną inskrypcją. Jest to znak dawnej granicy czesko - niemieckiej.
Photo: Szlak pttk-owski zielony prowadzi ku Węglarzowi, natomiast ja odbijam dydaktycznym ku Uniemyślowi.
Photo: Europejski Dział Wodny. Oznaczenie się trochę wykrzywiło. Stoi niestabilnie - tak jak ostatnio nasza Europa.
Photo: Docieram do Uniemyśla. Uroczej wsi, gdzie ... pogonił mnie pies... :/ Ale to osobna historia. Wieś została założona przez Czechów, a wzdłuż jej centrum przepływa górski potok o wdzięcznej nazwie "Szkło".
Photo: Wioska przypomina jakby Beskid Niski i Góry Kaczawskie. Ulokowana gdzieś na uboczu, wyciszona, prawie wymarła...
Photo: Uniemyśl
Photo: Uniemyśl - samotny krzyż - niemy świadek przemijania. Ludzi, ich radości i smutku, wspomnień i minionych czasów.
Photo: Uniemyśl
Photo: Uniemyśl - pomnik upamiętniający poległych podczas I Wojny Światy
Photo: Niebawem docieram do ruin barokowego Kościoła Św. Mateusza z z lat 1748 -1750. Twórcą świątyni był jeden z najwybitniejszych na Śląsku budowniczych - J.A. Jentsch, pracujący na zlecenie krzeszowskich cystersów.
Kościół spłonął doszczętnie w 1972 r.
http://dolny-slask.org.pl/521726,Uniemysl,Kosciol_sw_Mateusza_ruiny.html
Photo: Nieopodal kościoła znajduje się nieczynna karczma sądowa. Jest to drewniano - murowany, przysłupowy budynek powstały w drugiej połowie XVIII w. Dawniej należał do dziedzicznych sołtysów.
http://dolny-slask.org.pl/521749,Uniemysl,Karczma_sadowa_dawna.html
http://pl.wikipedia.org/wiki/Uniemy%C5%9Bl_%28wojew%C3%B3dztwo_dolno%C5%9Bl%C4%85skie%29
Photo: Przy karczmie znajduje się przystanek PKS, gdzie postanawiam wypocząć i co nieco przekąsić.
Paskudny mróz powoduje, że palce mi drętwieją, powodując nieznośny ból przez kolejne 30 min.
Photo: Kilkaset metrów za karczmą myślę sobie - nie musisz iść aż do niebieskiego tylko skróć sobie zielonym dydaktycznym i szybciej będziesz na grzbiecie. To był błąd. Zielony zmienił przebieg i robił kółka. Zaczyna padać śnieg. Krążę, krążę, podążam za szlakiem a czas umyka. Zgodnie z mapą dawno powinienem już być na grani. Po ponad godzinie słyszę ujadanie psów. Myślę sobie – pewno Czechy. Wyjmuję kompas i oceniam, że nie, wręcz przeciwnie! By potwierdzić dramat schodzę niżej i docieram do miejsca gdzie spożywałem śniadanie! Tfuuuuu, co za niefart :/